czwartek, 22 sierpnia 2013

Prolog.

Siedziałam zamyślona wpatrując się w ludzi za oknem, przemierzających ulice mojego rodzinnego miasteczka. Nie mogę uwierzyć że już za kilka dni mnie tu nie będzie. Tyle wspomnień. Tych dobrych i tych gorszych.
Wróciłam pamięcią do wydarzeń sprzed kilku miesięcy.

 Na zewnątrz było już ciemno. Ulicę oświetlały tylko światła latarni. Oderwałam wzrok od moknącej w deszczu jezdni i wróciłam z powrotem do rzeczywistości. 
Na łóżku siedział Marcus - Mój chłopak
Usiadłam obok niego i lekko wtuliłam się w jego ramię. On zwinnym ruchem przełożył mnie na swoje kolana i zaczął namiętnie całować. Wiedziałam o czym myślał od czasu kiedy okazało się że będziemy dzisiaj sami w moim domu. Jednak ja tego nie chciałam. Pierwszy raz chciałam przeżyć z chłopakiem moich marzeń. Z tym z którym zostanę już na zawsze - A powiedzmy sobie szczerze, ten związek nie była dla mnie niczym poważnym.
Powoli zaczął mnie rozbierać i pomimo moich oporów kontynuował. Nie wytrzymałam.
- Marcus! - Podniosłam lekko głos gdyż nie reagował na wcześniejsze wołania - Co my robimy?
- Jak to co... kochanie - Chciał rozpiąć mi stanik ale go powstrzymałam
- Ja... nie jestem gotowa - Powiedziałam szybko
- Ważne że ja jestem. Zobaczysz spodoba ci się - Znowu chciał mnie rozbierać
- Nie wątpię, ale nie teraz - Jego twarz nagle się skrzywiła. Oczy poczerniały.
- Myślisz że ile ja będę czekać aż dasz mi się przelecieć. Straciłem na ciebie prawie pół roku - Krzyczał... nagle wybuchnął nie wiem jak to możliwe - Albo zrobisz to dobrowolnie, albo cię do tego zmuszę
- Chyba śnisz- Wstałam szybko i zabrałam moją beżową bluzkę
- Jeśli to sen, to będzie to twój najgorszy koszmar - Popchnął mnie na ścianę. 
Z głowy ciekła mi stróżka krwi. Nie miałam siły zaprzeczać czy protestować. Leżałam bezwładnie na podłodze a on robił ze mną co tylko chciał.

Szybko się otrząsnęłam. Właściwie dlaczego wracam pamięcią do tego dnia. To już przeszłość... nie ważne. Całe szczęście jednak że Marcus dostał zakaz zbliżania. Niestety na nic więcej go nie skazano, miał bardzo dobrego prawnika i miał zaledwie 16 lat. 
Na ulicy, za oknem szło małżeństwo z sąsiedztwa i ich dwaj synowie. Chłopcy biegali po trawie wszędzie rozrzucając liście a młodzi rodzice próbowali ich uspokoić. 
Pamiętam swoje dzieciństwo, Kiedy jeszcze mieszkał z nami tata. To były moje dobre wspomnienia. Potem było już gorzej...





Od autorki: 
Wiem że krótkie, ale chodziło tylko o wprowadzenie do opowiadania. Tak naprawdę właściwa akcja będzie się toczyła 8 lat później. : ))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz